wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 4

Obudziłem się w ciemnym i zimnym pomieszczeniu. Byłem nadal na strychu. Przy mnie była tylko Julia. Gdzie Tamara ? Bolało mnie coś w klatce piersiowej.
- Tamara ? Gdzie jesteś ?
Wstałem z bólem i rozejrzałem się. Nigdzie jej nie było.
- Z-zayn-n ?
Usłyszałem cichy głos Julii. Podeszłem, usiadłem koło niej i ją objąłem. Była zimna.
- Gdzie Tamara ?
- N-nie w-wiem-m.
Nie wiem co mogło się z nią stać. Usłyszałem jakiś szelest. Coś spadło. Wstałem i podszedłem do miejsca. Julia wychyliła głowę. W kącie leżała skulona Tamara, przykryta jakimś materiałem.
- Tamara ?
Ukucnąłem przy niej i dotknąłem jej policzka. Był lodowaty.
- Tamara ?!?
Sprawdziłem tętno. Uff było wyczuwalne ale nie wyglądała za dobrze. Wziąłem ją na ręce i położyłem między mną a Julią.
- Trzeba wezwać pomoc.
- Tylk-ko j-jak ?
- Nie wiem. Już wiem. Wy tu zostańcie a ja pójdę po telefon i zadzwonie na pogotowie.
- Jak, skoczysz ?
- Nie mam wyjścia.
- Ale tam leży drabina, i jak skoczysz to może ci sie coś stać.
- Nie będziecie mi tu marznąć.
- Zayn...
Poszłem i otworzyłem klapke. I skoczyłem. Na szczęście nic mi sie nie stało. Wziąłem swój telefon i chciałem zadzwonić na pogotowie, ale nie było zasięgu. Trzeba iść. Zastanawiało mnie, kto wywarzył wczoraj drzwi. Była godzina 12:36. 5 nieodebranych połączeń od Louisa. Wziąłem kluczyki i szłem w strone korytarza, przy czym patrzałem na reszte pomieszczeń i straty. Wsiadłem i odjechałem. Jechałem do chłopaków. Było jakieś 20 min. drogi, przy czym jechałem autostradą. Wcisnąłem gaz do dechy. Nagle poczułem mocne kłucie w brzuchu. Pewnie skutki uboczne walnięcia pieścią przez ojca. Zakręciło mi się w głowie. Troche zwolniłem, ale czując, że jest troche lepiej, zacząłem jechać jeszcze szybciej. Nagle straciłem przytomność.

*Oczami Louisa*

- Chłopaki, Zayn powinien być godzine temu.
- Mówiłem wam, że rodzice mu znikneli.
- To czemu nawet nie odbiera telefonów ?
- Nie wiem. Lepiej pojechać i sprawdzić czy wszystko jest w porządku.
Z chłopakami wsiedliśmy do naszej terenówki i odjechaliśmy. Pojechaliśmy autostradą, by było szybciej. Natrafiliśmy na korek. Wyjechałem na drugi pas, aby wyprzedzić i zauważyłem pędzocy samochód na nasz. Zatrzymałem się, nie miałem wyjścia. Nie było pobocza.
- Chłopaki trzymajcie się.
Chłopacy byli przerażeni. Zacząłem jechać tyłem, by zderzenie było mniejsze. Bardzo dziwiłem się, dlaczego kierowca tamtego samochodu nie hamuje. I nagle bum. Zderzyliśmy się. Wystrzeliły poduszki powietrzne. Uff byłem cały, tylko troche siniaków.
- Chłopaki coś wam jest ?
- Nie.
- Lepiej wysiądźmy i zobaczmy co z tamtym kierowcą.
- Wątpie, że przeżył.
Wysiedliśmy. Z naszym autem zderzyło się czerwone ferrari... Otworzyłem drzwi od strony kierowcy i zobaczyłem jak głowa kierowcy leży na poduszce powietrznej cała zakrwawiona. Chciałem zobaczyć twarz. Odchyliłem głowe i to co zobaczyłem, zmroziło mnie od stóp do głowy... Złapałem sie za głowe i uklęknąłem. Chłopacy strasznie się zdziwili.
- Kto to ?
- Zayn...
- Zayn ?!?
Chłopacy podeszli. Z przerażenia zakryli sobie usta dłońmi. Nigdy sobie nie wybacze. Gdybym nie wyprzedził... A jeśli Zayn nie żyje ?!? Ja pierdole... To będzie iwyłącznie moja wina...

*Oczami Julii*

Nadal sedziałyśmy na strychu. Zaczeło mnie martwić, dlaczego Zayna nie ma tak długo. Drżałam cała z zimna, a Tamara nadal leżała nieprzytomna. Usłyszałam, jak jakieś głosy wołają. Zamknęłam klape i usiadłam w kącie. Ale ktoś mnie wołał. Mnie i Tamare. Zaczełam wołać.
- Pomocy !!!
Otworzyłam klape i nademną stał Harry.
- Har-ry !
Spojrzał sie na mnie i zawołał reszte chłopaków. Wziął drabine i wszedł na strych. Myślałam, że zamarzne. Ze szczęścia przytuliłam Harrego.
- Jesteś strasznie zimna. Gdzie Tamara ?
Wskazałam palcem na moją siostrę. Harry podszedł do niej, sprawdził tętno i wziął ją na ręce. Razem wydostaliśmy się ze strychu. Nogi mi sie uginały. Przy Harrym stał jeszcze Liam. Chłopacy zaprowadzili mnie do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Było mi jeszcze zimno. Harry włączył podgrzewanie. Tak mi było zimno, że przysunełam się do Liama, a ten mnie objął. Czułam jego ciepło. Szczerze ? Byłam wykończona.
- Gdzie Zayn ?
- Nie wiemy. Dzwoniliśmy do niego, ale nie odbierał.
- A gdzie reszta chłopaków ?
- Musieli coś załatwić na mieście.
Nic nie odpowiedziałam, tylko próbowałam się rozgrzać. W końcu dojechaliśmy do szpitala. Udaliśmy się do recepcji i później Harry, wraz z Tamarą poszli szybko do lekarza. Ja też poszłam do lekarza, ale u mnie stwierdzono lekkie wyziębienie i nic więcej. Czekałam z Liamem na korytarzu. Nagle ktoś jechał na sale operacyjną z jakimś chłopakiem, który miał zakrwawioną głowe, nie widziałam twarzy. Od tak dużej ilości krwi, zakręciło mi sie w głowie. Harry wyszedł z sali i spojrzał na tego chłopaka, którego przywieziono, a następnie przeniósł wzrok na mnie. Widziałam w jego oczach lęk. Lęk przed czym ? Nie wiem nie znam go przecież za dobrze.
- Julia, ja wiem...
- Co wiesz ?
Popatrzałam na niego pytająco. Liam coś mu przekazywał gestami.
- O co ci chodzi ? Co z Tamarą ?
- Jest wyziębiona. Zostanie na 3 dni na obserwacji.
- A co ze mną ?
Nie wiedziałam, gdzie mam sie tera podziać. Dom prawie zniszczony i zimny. Kase przecież mam.
- Wezme cię na kilka dni do mnie.
- A co na to twoi rodzice ?
- Nie przejmuj sie tym.
- A co z moim domem ? Jeśli się ktoś wkradnie ?
- Robotnicy przyjdą jeszcze dziś i naprawią drzwi.
Najbardziej dołowała mnie jedna rzecz. Mój chłopak. Nathan wogóle sie mną nie interesuje. Nawet nie wiem czy coś wogóle do mnie czuje. Jesteśmy parą od wczoraj. Tym bardziej powinien sie o mnie starać. A tak to to nic. Moje życie jest spaprane. Gdzie jest mój brat. Nagle zatrzymaliśmy się pod jedną willą. Była dosyć duża. Harry wysiadł i zniknął za drzwiami wejściowymi. Wyszedł i dał znak ręką żebym wysiadła.
- Witaj w moim domu.
Uśmiechnęłam się do niego i zaprowadził do drzwi. W progu stała rodzinka Harrego.
- Dzień dobry
- Dzień dobry ! Miło nam cię poznać.
- Jestem Julia Malik.
Podałam każdemu ręke i uśmiechałam się, by dać do zrozumienia, że jestem osobą sympatyczną. Harry miał brata Justina, mame i tate.
- Mamo, ja musze iść. Prosze zaopiekuj się nią. Pod wieczór przyjade.
- Dobrze, leć. Pa !
- Pa !
Harry wyszedł, a ja zostałam w korytarzu z mamą Harrego. Miła kobieta.
- Julio, nie przejmuj się, przenocujesz kilka dni u nas, aż wszystko dojdzie do normy.
- Dziękuje, jest pani bardzo miła.
- Choć, pokaże ci pokój, w którym będziesz spała.
Mama Harrego zaprowadziła mnie do jednego z pokoji. Wydawał się bardzo przytulny. Miał fioletowe ściany, kremowy dywan, duże łóżko, dwie szafki nocne, oraz szafę i biurko. Usiadłam na łóżku, a mama Harrego koło mnie.
- Nie wiem jak będe mogła się odwdzięczyć.
- Nie musisz słonko. Rozumiemy waszą sytuację.
Spuściłam głowe. Po chwili znów zapytałam.
- Tylko nie mam ze sobą rzeczy.
- Harry pewnie pojedzie z tobą i zabierzecie co trzeba.
- Dziękuje.
- Nie masz za co dziękować. Jesteś głodna ? Kiedy ostatnio coś jadłaś ?
- Wczoraj obiad.
Mama Harrego zrobiła duże oczy, jakby zobaczyła ducha.
- Ooo to musisz zjeść, bo jeszcze nam zasłabniesz.
Uśmiechnęłam się lekko, przy czym poszłam z mamą Harrego do kuchni, a ta mi dała obiad. Kiedy już się najadłam, poszłam do pokoju, zamknęłam drzwi, usiadłam na łóżku i podkuliłam nogi. Co ja mam teraz zrobić ? Usłyszałam lekkie pukanie, przy czym do mojego pokoju wlazł ciemno oki brunet z imieniem Justin.
- Hej, nie przeszkadzam ?
- Nie, wejdź.
Wiem, że był starszy od Harrego o rok. Usiadł koło mnie i patrzał się na okno.
- Dobrze sie czujesz ?
- Tak.
- Nie jest ci zimno ?
- Nie
- Aham. Ty mieszkasz w tej willi na...
- Tak.
- To czemu u nas nocujesz ?
- Harry mi to zaproponował. Czemu zadajesz tyle pytań ?
- Nie wiem...
Patrzał się na mnie tymi wielkimi oczami. Były... piękne. O nie, co ja powiedziałam ? Tak, jego oczy są piękne. Zachichotałam cicho.
- Co cię śmieszy ?
- Ty.
- Ja już nie wiem. Każdy jak sie na mnie spojrzy to się śmieje. Ale po jakimś czasie. Wytłumaczysz mi to ?
- Tu nie ma nic do wytłumaczenia. Poprostu...
- Poprostu ?
- Twoje oczy są... ładne.
Popatrzał się na mnie, przy czym już zamierzał odejść, ale zdąrzyłam złapać go za nadgarstek.
- Gdzie sie wybierasz ?
- Do swojego pokoju. Po co mnie zatrzymujesz ?
- Uraziłam cie czymś ?
- Niczym mnie nie uraziłaś...
- To czemu chcesz iść ?
Popatrzał sie na mnie i wyszedł. Stwierdziłam, że jestem zmęczona, więc zrobie drzemke. Kiedy otworzyłam oczy, na moim łóżku siedział Harry. Wstałam i usiadłam, przy czym zauważyłam moją walizke.
- Byłeś już u mnie ?
- Tak.
Patrzał się na mnie swoimi wielkimi oczami, które wyrażały smutek i lęk.
- Widziałeś Zayna ?
Spojrzał się w okno, a później na mnie.
- Właśnie...
- Co właśnie ?
- Zayn miał wypadek.
Zakryłam usta dłońmi.
- Z kim ?
- Z nami.
Łzy zaczeły napływać mi do oczu.
- Julia, to nie jest tak jak myślisz. Jak policja ustaliła i lekarze, Zayn podczas jazdy stracił przytomność. Pojechaliśmy na autostradę, bo chcieliśmy zobaczyć, czy u was wszystko w porządku. Był korek, dlatego Louis zjechał na drugi pas i wtedy Zayn wjechał prosto na nas.
Co ja teraz zrobie ?
- Żyje ?
- Tego nie wiem.
Mam jedynego brata, którego zawsze kocham inzawsze będe kochała. Bez niego nie dam sobie rady, tak samo Tamara. Harry chyba zrozumiał, że chce pobyć sama, bo wyszedł. Skuliłam się na łóżku i zaczęłam wszystko układać w głowie. Myślałam nad moją przyszłością. A Nathan ? Nathan najwyraźniej ma to wszystko w nosie.

*Oczami Harrego*

Siedziałem na kanapie w pokoju i nie wiedziałem, czy dobrze zrobiłem. Postanowiłem pójść do Julii. Ale przed drzwiami zatrzymałem się i zastanowiłem się czy powinienem tam wchodzić. Stałem przed drzwiami ze 20 min jak jakiś idiota i w końcu weszłem. Zobaczyłem skuloną do mnie tyłem Julie. Płakała, bo co chwile pociągała nosem. Położyłem się koło niej i położyłem dłoń na jej ramieniu.
- Wszystko będzie dobrze.
Odwróciła się i się na mnie spojrzała. Nie umiałem odczytać z jej twarzy żadnego uczucia.
- Skąd wiesz ?
Nagle zadzwonił mój telefon. Louis.
- Halo ?
- Cześć. Właśnie jesteśmy w szpitalu.
- Żyje ?
Nic nie słyszałem, tylko Julia patrzała się na mnie pytającym wzrokiem.
- Tak.
I rozłączyłem się.
- Żyje.
Julia odwróciła się znów tyłem do mnie.
- Zobaczysz wszystko się ułoży. Ja ci pomogę. Wszyscy ci pomożemy.
Julia odwróciła się i przybliżyła się do mnie. Ująłem ją, a ona położyła się na moim ramieniu.
- Wszystko będzie dobrze.
I zobaczyłem jej lekki uśmiech na twarzy, myślałem, że dziś go nie zobacze.
- Dziękuje.
Uśmiechnąłem się i pocałowałem jej czoło. Tak, zakochałem się w niej. Od samego początku. Na szczęście nikt o tym nie wie.

Heej wam moji kochani ;) Troche krótki rozdział, za co przepraszam. Myślę, że wam się podoba :) Życzę miłego czytania i do następnego :*

Przeczytałaś = Skomentuj

7 komentarzy:

  1. Rozdział zaje*isty.
    Świetnie się go czytało.
    Chciałabym cię zaprosić na mojego bloga:
    http://dangerouszaynmalik.blogspot.com
    (Przepraszam za SPAM)

    Byłam szarą myszką lecz nie do końca. Ludzie znali mnie od tej dobrej strony lecz nie znali od tej złej. Kolejna przeprowadzka ściągnęła mnie i moją rodzinę do Bradford gdzie poznałam Jego. I już nic nie było takie same.

    ~*~

    "Miłość w tym znaczeniu, w jakim istnieje w społeczeństwie jest tylko wymianą dwóch fantazji i zetknięciem się dwóch naskórków." ~ Chamfort

    A jednak to było coś więcej. Coś jakby potrzeba przebywania w Jego towarzystwie, czucie Jego zapachu, widok Jego tęczówek, możliwość słyszenia Jego głosu. Bez tego było zwyczajnie, wręcz pusto i tęskniłam za tym uczuciem posiadania Go obok siebie. To było uzależnieniem.I to od czegoś tak niebezpiecznego. Wiedziałam, że w jego życiu jest wiele doznań, ale gdybym ponownie miała wybór nie zmieniłabym go. Bo po mimo wszystko czułam się przy Nim bezpiecznie. Pomimo tego, że życie z Nim nie było proste, było cholernie trudne do zniesienia i chwilami miałam dość, to nie zrezygnowałam. Wiedziałam,że związek z Nim cofnie mnie do tego o czym chciałam zapomnieć. Chociażby dla chwili, w której mówił mi, że jestem ważna, dla tych słodkich poranków, Jego kilkudniowego zarostu i chrapliwego głosu, dla tych pocałunków, dlatego, że mnie zmienił. Czy to była zmiana na lepsze? Byłam z Nim i to było ważne. Ale ja też próbowałam Go zmienić. Zmienić na lepsze bo za każdym cholernym razem kiedy wychodził bałam się, że nie wróci. To uczucie w sercu, ten lęk, że możesz bezpowrotnie stracić kogoś, kto jest dla ciebie niczym tlen. Nikomu z was tego nie życzę. Ale jak to mówią doceniasz bardziej, kochasz mocniej i już nigdy nie przestajesz.

    "And I loved him, I loved him, I loved him,I loved him.
    And I still love him, I love him."
    ~Lana Del Rey- National Anthem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje kochana :* chętnie poczytam :)

      Usuń
  2. rozdział genialny,z resztą jak wszystkie inne i pewnie kolejne,po prostu nie mogę wyjść z podziwu,masz ogromny talent :) bloga kocham,ciebie wielbie,czekam,czekam,czekam na nn ;x
    Spodziewam się,że nie lubisz spamów i tym podobnych,ale w wolnej chwili proszę cię abyś zajrzała na mojego bloga,również o Zaynie:http://reallyiloveyou.blogspot.com/
    Pozdrawiam i życzę dużo,dużo weny :)
    Nobodyxx
    Ps.Niebawem do ciebie zajrzę,oby był kolejny rozdział xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :*Tobie też życzę dużo weny ichętnie zajrzę :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń